MAŁE CELE - podsumowanie LIPCA i plany na SIERPIEŃ

30 lipca

Co ze mnie za blogerka która pierw pisze, że brakuje jej blogowania a później znika na cały tydzień? Nie odpowiadajcie. To wstyd ale na usprawiedliwienie powiem, że jak człowiek wsiąknie w życie na działce to zapomina o biedronkowym świecie (specjalnie piszę o biedronkach, bo ostatnio nie używam słowa "bożym" a skoro biedronki to boże krówki, to zamieniłam te dwa słowa ze sobą - fajny manewr co nie?!). Ale przejdźmy już do rzeczy.


To dziwne ale ten miesiąc nie zleciał mi tak szybko jak poprzednie. Zdaję sobie sprawę, że właśnie się kończy, jednak czułam go - jeśli wiecie co mam na myśli. Wiem, że popełniłam sporo błędów, wiem że jeszcze mam czas aby nie popełniać ich znowu. Wiem też, że stać mnie na więcej, że dałabym radę przeciwstawić się i podjąć wszystkie wyzwania jakie staną mi na drodze. Jestem trochę silniejsza, i czuję tą siłę w sobie, chociaż jeszcze lekko zagubione jest moje "ja".

Małe cele miały sprawić, że będę wstanie zmotywować się do robienia fajnych rzeczy, do zorganizowania się, do podjęcia wyzwania jakie sobie stawiam. Jednak zauważyłam, że ja wcale się nie staram. Próbuję ale nie staram. Nie lubię owijać w bawełnę, dlatego własnie takie słowa usłyszycie dzisiaj ode mnie.

Zawaliłam prawie wszystko co sobie założyłam - i nie mam wyrzutów sumienia, nie gryzie mnie to. Dlaczego? Bo po co mam się przejmować czymś co w każdej chwili mogę zacząć robić i nie deklarować tego. Chyba właśnie zdaliście sobie sprawę jaką przeszłam (mini) metamorfozę przez tydzień wolnego, a nawet dwa, albo i cały miesiąc.

Małe cele stały się słowami bez znaczenia, nie chciałam napisać pustymi słowami, bo to nie prawda. Coś zrobiłam, coś starałam się zrobić. Może brakło mi motywacji, może brakło mi samozaparcia. Ale z drugiej strony, czy życie polega tylko na stawianiu sobie twardych celów, czy raczej na przeżyciu fajnych lat? I przyznaję się bez bicia - starałam się w pierwszych dwóch tygodniach podążać za celami, ale ostatnie dwa tygodnie to totalne odpuszczenie sobie. I jest mi lepiej.


Co u mnie słychać?

- pochodziłam sobie trochę do dentysty, bo zęby same się nie naprawią.
- spotkałam się (w końcu!) z Paulą na kawę, a umawiałyśmy się dobrych kilka tygodni, Paulina to moja najlepsza koleżanka - tak dla wyjaśnienia =]
- byłam w Urzędzie Pracy, ale standardowo nic się nie wydarzyło i nadal szukam pracy (wiem, że może to dziwnie brzmi że co miesiąc tak jest, ale ja jestem osobą niepełnosprawną a takim ciężej coś znaleźć)
- byłam u wujka na imieninach, u innego niż miesiąc temu, obviously.
- dużo jeździłam autem, tata tym razem zostawił mi je bo mieliśmy z mamą trochę rzeczy do pozałatwiania.
- kupiliśmy małże do oczka wodnego, bo to takie naturalne filtry wody, i są świetne.
- byłam u dziadków na cmentarzu.
- odebrałam drugie auto od mechanika, którym jeździ moja siostra, no i tragedia, dlaczego naprawy tyle kosztują?!
- pojeździłam trochę z siostrą w ramach jej pracy, taką ma fajną robotę za kółkiem.
- no i "pół na pół" - trochę spędziłam czasu w mieszkaniu (pierwsze tygodnie) a resztę na działce (ostatnie dwa tygodnie) i tak sobie żyję.
- oraz usunęłam moją stronę, bo nie tego chcę (może w przyszłości to wyjaśnię).
- pozmieniałam kategorie na blogu, ktoś zauważył? =]



PODSUMOWANIE MAŁYCH CELÓW - LIPIEC


Jak wyglądał mój lipcowy miesiąc w małych celach?

- nie przeszłam na dietę, co wiąże się też z tym że nie schudłam, who cares! Jednak nadal zwracam uwagę na to co jem, ze względu na uczulenie i ogólnie samopoczucie, bo mój organizm nie toleruje wielu rzeczy a ja nie chcę ich jeść by później czuć się jak guma do żucia, po przeżuciu.

- roweru to ja nie widziałam od kilku tygodni, mimo iż miałam ochotę iść to jednak zabrakło samozaparcia

- rozpoczynam autodestrukcję pijąc coraz więcej kawy, ten slogan ciągle wisi mi nad głową, chociaż ograniczyłam się! piję jedną, może dwie kawy mniej, a wody to jednak dawno nie widziałam, chyba że deszcz się liczy?

- lodów też nie zrobiłam, poszłam i kupiłam

- zdjęcia robię częściej ale wciąż za mało (wow, coś mi się jednak udało)

- nie ćwiczyłam, bez komentarza

- przeglądałam oferty w pierwszych dwóch tygodniach, potem miałam urwanie głowy i nie zaglądałam

- no i mój tomik, przygotowałam go, mam już wzór okładki, wiem gdzie będę go wydawać, zostało tylko dopracowanie edytorskie i już. Planuję go puścić w świat 25.08. Ale zobaczymy czy zdążę do tego czasu. Jednak na pewno będzie to w tym roku!


Wypadałoby zrobić plany na sierpień. Ale aż boję się cokolwiek postanawiać widząc co się działo ostatnio. Jednak podejmę się wyzwania, lecz nieco inaczej będzie tym razem. Podobno praktyka czyni mistrza, to ja będę powoli praktykować realizowanie celów w małych celach.


MAŁE CELE - SIERPIEŃ


- czytać więcej książek, chcę zmusić się i skończyć tą którą męczę, i brać do ręki kolejne. Postanawiam czytać godzinę dziennie.

- przestać się przejmować i zacząć akceptować to jak jest. Pierwszy mentalny cel! Jupi.

- dokończyć tomik, bo mimo iż te moje chęci są wielkie a tyłek ruszyć mi trudno, to i tak mam ambicję aby wydać to moje małe dziecko i puścić w świat niech cieszy innych.

- nadal szukać pracy, jednak chcę częściej zaglądać do ogłoszeń.

- wykorzystywać efektywnie każdy dzień, co chcę zrobić to to zrobię - taki mam ambitny cel.

- cieszyć się każdym dniem i niczego nie żałować, bo za bardzo czasami wszystko analizuje, ma być flow.

- być pozytywnie nastawionym, nie zakładać z góry że coś się nie uda, tylko po prostu sprawiać że "kto jak nie ja da radę".


To tyle, miejmy nadzieję że tym razem uda mi się więcej zdziałać. I odnoszę wrażenie, że może mi się uda skoro tym razem jest więcej tych "mentalnych" rzeczy. Ale dla mnie i tak są to cele, bo ostatnio chyba za bardzo wyglądam jak kłębek nerwów analizujący każdy ruch. Więcej luzu sobie życzę.

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.