Urodziny Bloga - 8 lat Nieprzytomnych Myśli których nie ma widać

11 września

Zdarza mi się przegapiać ważne daty jak np. urodziny mojego bloga, rok temu zapomniałam, dwa lata temu zapomniałam, i o mały włos znowu bym je przegapiła, tyle że tym razem jakaś wyższa siła mi o tym przypomniała. Mimo iż Nieprzytomne Myśli przeszły bardzo dużo, to jednak nadal pamiętam kiedy je założyłam. A było to właśnie we wrześniu...

...tyle że, 8 lat temu, dokładnie 11 września 2011 roku. I nie wiem czy czytaliście wpis o moim blogowaniu, bo jak spojrzycie w archiwum to się pewnie zdziwicie - ale jak to? Przecież tam nie ma tylu miesięcy? Po części już wyjawiłam dlaczego tak jest, jednak może czas najwyższy trochę opowiedzieć o tym jak człowiek popełnia błędy, których później żałuje.

Kropla drąży skalę nie siłą lecz częstym spadaniem.

Tego bloga złożyłam by dzielić się moją historią "jak staję się sławną pisarką". Chciałam dzielić, i dzieliłam się, wiedzą jak jako przyszła pisarka rozkładam różne powieści na czynniki pierwsze, i ogólnie jak pisze się powieści bo sama je piszę. Tworzyłam swój "poradnik pisania powieści", dzieliłam się swoimi wierszami i zwykłą szarą codziennością jako studentki geografii.

W czasie studiów pisałam wiersze, czasami coś drasnęłam w swoich powieściach, bo przecież mam za dużo pomysłów by pisać tylko jedną. Jednak dni leciały, a ja zatracałam się w studiowaniu, coraz rzadziej zaglądając do książek, coraz rzadziej pisałam, aż gdy nadszedł ostatni rok studiów licencjackich przestałam pisać w ogóle. Od ponad roku nie tknęłam żadnej powieści ani nie napisałam porządnego wiersza. I nawet nie wiecie jakie to okropne uczucie zatracić swoją część artystycznej duszy - bo teraz ciężko mi ją odzyskać - dorosłe życie jest brutalne. Ale ja nie o tym, miało być o blogu.

Ponad trzy lata temu postanowiłam, że nie chcę tego, że nie tym zdobędę większą publikę (czytelników). Moje myśli, wiersze, i poradnik to niedobry temat blogowy. Muszę mieć coś co ludzie polubią i stanę się sławna (proszę nie osądzaj mnie teraz, przeczytaj dalej). Chciałam mieć popularnego bloga, bo podobno na tym się nieźle zarabia i każdy może. Postanowiłam że ja też tak chcę. Byłam jak w gorącej wodzie kąpana. Kupiłam książki znanego blogera i już wiedziałam że zdobędę "sławę".

Pierwszym moim krokiem, najgorszy jaki zrobiłam, było skasowanie wszystkich postów, mimo iż miałam kilku czytelników którzy lubili moje porady dotyczące pisania - ja po prostu skasowałam wszystko. Zrobiłam pustkę tutaj. Nie było nic. Na jakiś czas nawet zaprzestałam pisania na NM i założyłam swoją stronę. Skoro mam być znaną pisarką to muszę mieć swoją stronę, a tam mogłabym pisać też blogowe posty. I tak powstała moja strona która stała się tym miejscem które prowadziłam tak jak chciałam - tak mi się przynajmniej wydawało.

Pół roku późnij przyszło załamanie. Przez studia coraz mniej pisałam więc nie miałam co wrzucać, tak powstawały teksty podobne do tych co były na Nieprzytomnych Myślach, luźne myśli, przemyślenia, z dodatkiem małej ilości postów filmowych i książkowych. Jednak któregoś dnia nie wytrzymałam, powiedziałam sobie "to nie ma sensu, NM to moje miejsce na te moje myśli i wiersze i inne rzeczy, to mój świat, moje życie, moje oczko w głowie". Zrobiłam coś co czasami robią blogerzy - przeniosłam wszystkie posty ze strony na tego bloga. Część skasowałam resztę zostawiłam.

Następnie zaczęłam tworzyć posty bardziej pod publiczność. A jednak. Takie mniej o mnie, więcej lifestyle. Podobało mi się to. Fajnie jest tworzyć coś innego, pisałam posty lifestylowe do czasu postu w lutym (tak, dokładnie, tylko 4 miesiące a ja już miałam dość tego co tworzyłam). Ale po przemyśleniach pomyślałam że to za mało czasu, że muszę dłużej to ciągnąć. Tak mijały mi miesiące na fajnych postach które tworzyłam z uśmiechem na twarzy ale i z lekkim przymusem. Zaczęłam tworzyć tak jak chciałam, jak miało to wyglądać - dużo filmów, jeszcze więcej książek, pełno inspiracyjnych wpisów, pisaniu o marzeniach, a mniej mnie i mojej twórczości, bo to było nudne (tak myślałam). Stworzyłam miejsce gdzie Nieprzytomne Myśli stały się jedną wielką lifestylową kategorią. Aż do lipca... 5 miesięcy później.

Któregoś dnia uświadomiłam sobie, że minęło pół roku od rzucenia studiów magisterskich (prawie rok od "wielkich zmian") a ja nadal nic nie stworzyłam, nic nie napisałam. Czułam, że potrzebowałam przerwy, oczywiście nie trwało to długo bo ja bez bloga i bez pisania nie potrafię oddychać. Wróciłam do pisania chyba miesiąc później lecz trochę bardziej w moim stylu, połączyłam wszystko co lubię w jedną całość.

I tak oto dochodzimy do dnia dzisiejszego gdzie pisanie zderzyło się z rzeczywistością i brutalnością naszych czasów. A brak owego czasu skutkuje tym, że jest mnie tutaj coraz mniej, mimo iż walczę sama ze sobą aby pisać i pisać i pisać.

Reasumując - blog ma 8 lat, i mimo że w archiwum są posty od 2016 to blog istnieje od 2011 - 5 lat których nie ma i nigdy nie wrócą, przeszedł przez blog "szarej myszki", do bloga o jednej wielkiej kategorii "lifestyle", po drodze z dużą ilością "kasuj", oraz z dziesiątkami tygodni "pustki", aż do dzisiaj. Gdzie największym moim celem jest teraz żyć i wylewać z siebie to co leży na serduchu, przeplatane nutką kategorii nie z tej bajki.

Czasami nachodzą mnie myśli o moim blogowaniu i wtedy wspominam początki bloga, wtedy też czuję tą ogromną pustkę w środku, bo to co kochałam najbardziej, skasowałam bezpowrotnie. Skasowałam część siebie która już nie wróci. 5 lat pisania usunięte jednym kliknięciem myszki - to jest takie niewyobrażalne. Czasami zastanawiam się dlaczego tak bardzo pochłonęło mnie to "bycie fajną, znaną i lubianą" niż trwanie przy swoich ideałach. A przecież ja lubię być tą szarą myszką z wielkimi marzeniami, tysiącem rymów, milionem zapisanych kartek, i nieustannie galopującymi myślami.


Wszystkiego Najlepszego Nieprzytomne Myśli!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.