6 zasad pisania powieści według Johna Steinbecka

09 listopada

Ostatni wpis zamknął cykl o tym jak napisać powieść, jednak nie na tym się wszystko kończy, chcę co jakiś czas pisać o wielu innych rzeczach dotyczących samego pisania powieści. 

Jak na przykład dziś. Poniżej chcę wam przybliżyć kilka zasad pewnego pisarza i dziennikarza. Takich jakimi on się kierował przy pisaniu swoich książek. Oraz na samym dole opisać trochę tego jak ja stosuje się do zasad podanych przez Johna.


Oto 6 zasad, o których należy pamiętać przy pisaniu powieści wg Johna Steinbecka:


1. Porzuć pomysł, że kiedykolwiek skończysz pisać książkę. Zapomnij o idei czterystu stron i pisz tylko jedną stronę każdego dnia, to pomaga. Wówczas, gdy skończysz, będziesz zawsze pozytywnie zaskoczony.

2. Pisz swobodnie i tak szybko, jak to możliwe. Przelewaj wszystko na papier. Nigdy nie poprawiaj ani nie przerabiaj tekstu, zanim nie skończysz wszystkiego. Przerabianie w trakcie często okazuje się wymówką, aby nie pisać dalej. Zakłóca to również płynność i rytm, które mogą wynikać jedynie z pewnego rodzaju nieświadomego obcowania z materiałem.

3. Zapomnij o uogólnionej publiczności. Po pierwsze, bezimienna i bezosobowa publiczność wystraszy cię na śmierć, a po drugie – w literaturze, w przeciwieństwie do teatru, ona nie istnieje. Gdy piszesz, twoją publicznością jest jeden pojedynczy czytelnik. Przekonałem się, że czasami pomaga wybranie jednej osoby – prawdziwej, którą znasz, lub wymyślonej – i pisanie dla niej.

4. Jeśli scena lub fragment przerasta ciebie, a nadal uważasz, że jest ci potrzebna, pomiń to i pisz dalej. Po skończeniu całości możesz wrócić do tego miejsca i dojść do wniosku, że sprawiało ci to kłopoty, ponieważ wcale tam nie pasowało.

5. Uważaj na scenę, która staje się dla ciebie zbyt cenna, cenniejsza niż reszta. Zazwyczaj okazuje się, że nadaje się ona do wyeliminowania.

6. Jeśli używasz dialogów, wypowiadaj je na głos, gdy piszesz. Tylko wtedy będą brzmieć jak język mówiony.


Znalazłam te zasady już jakiś czas temu. Trzymałam je na karteczce na pulpicie ale w końcu postanowiłam je przekazać dalej. Są to zasady którymi się kieruje, no prawie. Ostatnia pozostaje niezrealizowana. Nigdy nie mówię na głos. To może teraz kilka słów ode mnie.

Jak ja stosuję się do tych zasad:

Zawsze w pisaniu powieści chodzi o to aby nie mieć z nią jakichkolwiek nadziei. Nie dlatego, że marzenia staną się realne, bestseller jest szczytem marzeń. Jednak do tego szczytu, jak i do każdego, wiedzie długa droga. Dlatego nie warto myśleć o końcu, tylko iść przez środek. Liczy się tu i teraz. Oczywiście trzeba mieć plan pisania książki, poszczególne rozdziały rozpisane w konkretnych momentach. To ułatwia pisanie. Jednak sam "koniec" dla pisarzy jest czymś odległym. I tak jest najlepiej.

Druga zasada jest święta. Pisz wszystko co tylko wymyślisz, jeśli masz pomysł od razu pisz kilkanaście stron. Obojętnie czy mają składnie czy nie, pisz. Ponieważ tak jak autor napisał, po kilku linijkach możesz przeczytać to co napisałeś i nagle to okaże się złe. W złości skasujesz całość albo co gorsza zaczniesz zmieniać poszczególne słowa. Następnie znów całość nie będzie pasowała, a frustracja będzie narastać co doprowadzi do porzucenia pisania. A to już jest straszne. Dlatego pisz, pisz, pisz a dopiero jak napiszesz całość albo większość (może być też rozdziałami) - dopiero wtedy sprawdź swój tekst, czy ma sens, czy nie odbiegasz od tematu, czy o czymś nie zapomniałeś.

Cóż zasada numer trzy jest interesująca. Ale i prawdziwa. Nie piszesz książki dla wszystkich. Piszesz ją dla jednej osoby. Bo każdy czytelnik jest indywidualnością. Chyba nie muszę się tutaj rozpisywać. Książkę będą miały miliony (życzę Ci tego) ale to każdy pojedynczy człowiek tworzy te miliony, o tym trzeba pamiętać.

Czysta prawda. Wiele razy napotkałam problem w postaci "co dalej", nie wiedziałam jak skończyć pewną scenę a już miałam miliony pomysłów jak to będzie wyglądało dalej. Dlatego zostawiłam ją "na później", a to najlepsze co można zrobić nie tylko dla siebie i swojego umysłu, ale też dla książki. Nikt nie lubi czytać fragmentów wymyślonych "na siłę".

Otóż gdy scena jest zbyt cenna, zaczynasz kombinować w różny sposób by była perfekcyjna. Jednak perfekcja nie istnieje. I będziesz tak długo zmieniać, kombinować aż będzie tak dobrze jak dobrze być nie może. Staniesz w miejscu z pisaniem, będziesz się łapać za głowę, że to nie tak ma być. Zaczniesz znowu zmieniać. Minie pół roku i nagle uświadomisz sobie, że to wszystko nadaje się do kosza, albo co najgorsze, że nie nadajesz się do pisania bo nie potrafisz tego skończyć. Dlatego moja rada jest taka, nigdy nie podchodź zbyt emocjonalnie do pisania i do swoich książek. Ja zrobiłam ten błąd i książkę którą miałam już prawie skończoną - skasowałam, usunęłam. Nie dlatego że było coś nie tak ze mną, ale dlatego, że tak bardzo chciałam aby była perfekcyjna, że fabuła książki była po prostu nudna i nieskładna. Tragedia. Teraźniejsze książki jakie piszę, są po prostu książkami bez moich przywiązań do nich. Bo książka pójdzie w świat a nie do szuflady. Więc będzie ona moja, ale nie będzie moją własnością. Będzie własnością każdego kto będzie ją posiadał. Mam nadzieje że widzicie różnice.

Ostatnia zasada której ja nie stosuję. Więc jak mam się wypowiedzieć? Napiszę tak, jeśli komuś sprawdzi się wypowiadanie dialogów na głos, będzie widział różnice między niemym dialogiem a tym wypowiedzianym - śmiało mów wszystko na głos, stosuj ją. Lecz jeśli komuś to nie robi różnicy, tak jak mi, to śmiało można zasadę numer sześć pominąć. Przecież świat się nie zawali, a książka i tak zostanie napisana.


Mam nadzieję, że rady pana Johna wykorzystacie w swoim pisaniu, oraz drobne rady z mojej strony. Życzę owocnych dialogów, miliona kilometrów słów i ogromnej wyobraźni. Czyli wszystkiego tego co autorowi jest potrzebne. Powodzenia!

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.