Dwa dni wystarczą by zmienić kierunek

20 stycznia

W ostatnich dwóch dniach załamałam się, odzyskałam energię i cieszyłam się, następnie z bezsilności płakałam, aby znów dostrzec same plusy i uśmiechać się od ucha do ucha. Tak wygląda moje życie. Taka normalka. Takie przyzwyczajenie.

Każdy ma w sobie trochę aniołka i diabełka, albo siłę i niemoc. To chyba normalne że nie jesteśmy ciągle naładowani energią. Kto by wytrzymał tyle watów... woltów (co za różnica)? Trzeba w pewnym momencie usiąść z książką i kawą w ręku, i oddać się błogiej nieświadomości i wyluzowaniu.


Jednak nie wolno za bardzo się zatrzymać. Można zredukować bieg, ale trzeba ciągle jechać...

Ja w pewnym momencie, mam wrażenie, że za bardzo zwolniłam, mimo iż byłam naładowała wystarczającą siłą by eksplodować jak wulkan. Czasami nie mamy na to wpływu, a czasami sami sprawiamy, że wszystko zwalnia.

Co ja tak właściwie chciałam napisać?

Zwolniłam, racja, ale na chwilę, teraz znowu przyspieszam. Mam już plany które sprawić mają, że otworzę się na nowe możliwości, że przełamię te moje wszystkie lęki jakie towarzyszą mi w tym moim życiu. Potem kolejne wyzwania, kolejne stawiane cele. Już nie będę czekać aż coś się wydarzy, teraz sama będę tworzyć okazje. 

Chociaż motywacji mi nie brakuje, wiem że po drodze znowu będę się huśtała z moimi emocjami. Raz u góry, raz na dole. Ale to chyba część mnie, więc czy mam jakiś wybór by tego nie akceptować? No właśnie. 

Tysiące minut później.

Pisałam ten wpis pół dnia, w międzyczasie szukałam informacji jak znaleźć swoją pasję. Nie wiem dlaczego, nie wiem po co, przecież ja wiem czego chcę. Albo mi się wydawało że wiem? Ale szukałam wszędzie gdzie się dało, przeczytałam kilkanaście artykułów, po kilka wpisów na różnych blogach... i chyba znalazłam. I nie ma w tym nic złego by szukać (mimo iż wydaje nam się, że wiemy czego chcemy), ważne żeby w końcu ruszyć, i zrozumieć że najważniejsze jest działanie w tym kierunku. 

Ja na dzisiaj uświadomiłam sobie, że potrzebuję biurka. Niby mała, prosta rzecz ale bez tego nic mi nie idzie, bo ciągle o tym myślę, że je chcę. Więc jaki ma sens myślenie, skoro można to po prostu zrobić. I zająć głowę czymś innym, bardziej pożyteczniejszym. 

I to wszystko tylko w dwa dni. 

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.