Before I fall - film na podstawie książki Lauren Oliver "7 razy dziś" - moja opinia

13 czerwca

W końcu doczekałam się tego filmu zekranizowanego na podstawie książki. Pisałam o tym tutaj, dlaczego tak bardzo czekam na niego. Obejrzałam - emocje jakie mi towarzyszyły są nie do opisania.

Film trwa około 1:38 i po godzinie nie dałam rady i się rozryczałam, i ryczałam do końca. Ten film jest tak świetnie nakręcony, że czasami brak mi słów. Nie wiem jak mam napisać cały post gdzie właściwie jednym słowem mogłabym podsumować moją opinię (wpis pisałam 3 dni).

To jest chyba moja ulubiona książka.

Pierwszy raz przeczytałam książkę dobre parę lat temu, chyba właściwie w tym samym roku co została wydana (jeszcze z inną okładką, nowa jest ładniejsza). Nie pamiętam też czy sama ją znalazłam czy ktoś mi ją polecił. Ale sądzę że sama bo mam dar do wyłapywania takich typu książek, gdzie większość ludzi nie przywiązuje uwagi do drugiego dna, do przesłania a ja tak. A właśnie to uwielbiam w książkach - to co w sobie kryją. Każda książka ma coś w sobie, nawet ta najbardziej zwyczajna, ponieważ z każdej historii można się czegoś nauczyć.

Książkę "7 razy dziś" pokochałam od pierwszego czytania. Sama nie wiem dlaczego. Wiele osób mówi, że jest zwyczajna - ale ja zawsze tłumaczę sobie, że ci ludzie nie czują książek oni po prostu czytają.

Uwielbiam w tej książce przekaz jaki towarzyszy głównej myśli. O tym aby cieszyć się każdym dniem, bo nigdy nie wiadomo ile się jeszcze ich ma. Może właśnie dlatego ją lubię, za to że jest o umieraniu. Jako wrażliwa dusza czuję siebie w takich tematach. Ciężko to pozytywnie napisać - jeśli słyszy się o umieraniu to od razu jest smutno, a to jest pozytywny przekaz - ciesz się każdym dniem, bądź sobą, nie udawaj, słuchaj serca.

Co uwielbiam najbardziej? Myśli głównej bohaterki i jej rozmyślania, początek i koniec.



(kocham plakaty tego filmu, zdjęcie podzielone na 7 części, cudo)

A jak wypada film w stosunku to książki? 

Bezbłędnie. Oczywiście nigdy nie odwzoruje się idealnie, są pewne niuanse trochę inne niż w fabule. Ale film ma klimat książki, tworzy atmosferę pasującą do tego co książka ma do przekazania. Cała ta historia, uświadomienie sobie co się dzieje, co tak naprawdę jest ważne, i pogodzenie się z tym. To wszystko czuć w filmie. Fajnie dobrani aktorzy do swoich ról, szczególnie Zoey która gra główną postać, świetnie zagrała Sam. Oddała to co czuje się czytając książkę, czytając rozmyślenia Sam.

Jedna rzecz mnie jedynie przestraszyła - czytałam po raz ostatni tą książkę chyba rok temu albo i jeszcze wcześniej, a wtedy jeszcze nie było słychać o ekranizacji. A jak czytasz twoja wyobraźnia szaleje. Przestraszyłam się tego, że moją wyobraźnię przenieśli na ekran, tzn. moment w którym Sam wybiega za Juliet, ten sam kierunek biegu, ten sam las, i po części nawet ten sam dom. To naprawdę dziwne. Nic mnie nie zszokowało jak właśnie ten moment. Ale co ja tam będę gadać, moja wyobraźnia jest szalona ^-^

Wyobraź sobie... to nie są zwykłe słowa...

Film to tylko odzwierciedlenie, ukazanie tej całej historii w widzialny dla nas obraz. Właśnie na tym polega ekranizacja. Aby pokazać nam tysiące zdań w tysiącu kadrach. Czasami naprawdę bardzo realne oddanie wyobraźni.

Czy warto obejrzeć? Warto. Czy warto przeczytać? Warto. A co najpierw, przeczytać książkę czy obejrzeć film? I czy film jest lepszy od książki? Mówi się, że książki mają o wiele więcej w sobie ponieważ cała fabuła musi zmieścić się w półtorej godzinie filmu. Więc nie będzie dla nikogo zaskoczeniem jak powiem - najpierw książka, później film. Ale warto. ^-^

What if today was the only day of the rest of your life?


*główne zdjęcie to kard z filmu, okładka z imdb, plakat z serwisu naekranie.pl

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.