Śniąca Królewna - bajki na dobranoc

13 sierpnia

Wdech, wydech, wdech, wydech, coraz szybciej oddycham. Biegnę przez las mimo iż czuję jakbym była sparaliżowana. Dlaczego to wszystko przytrafia się akurat mnie? Musiałam widzieć co ona zrobiła, czy musiałam być akurat w tym czasie, nie mogłam przyjść później? Albo wcześniej? Dlaczego najstraszniejsze rzeczy widzę na własne oczy? Ona to zrobiła, a ich już nie ma. Ja to wszystko widziałam i teraz muszę uciekać, muszę się ukryć. Wciąż biegnę, mroczne obrazy przesłaniają mi drogę. Jak ona tak mogła? Po policzku zaczynają płynąć moje łzy. W głowie pulsują słowa które chciałabym zapomnieć - klątwa. Przecież nic jej nie zrobiłam, przecież ja nie chciałam tam być. 

Las staje się gęsty, ledwo przeciskam się pomiędzy gałęziami. Ale nie poddam się, nie złapie mnie, nie wywiezie daleko stąd aby ślad po mnie zaginął. Nie dam się jej. To wszystko musi się inaczej skończyć, nie wiem jeszcze jak ale nie będzie tak jak ona by chciała. 

Wybiegam przed las na polanę a ku moim oczom ukazują się ruiny jakiegoś zamku. Oglądam się za siebie, ale widzę tylko mrok. Boję się, nie wiem co robić. Przerażenie dopada całe moje ciało. Czy tak ma się skończyć moja historia? Ale to przecież opuszczony zamek, to są tylko ruiny, co może mi się złego przydarzyć w środku? Większe zagrożenie mam za sobą, muszę przecież uciekać. 

Zapłakana wbiegam w gruzowisko, przeskakuję pomiędzy kamieniami i cegłami. Jak najdalej od lasu. Biegnę i biegnę, zamek wydaje się coraz większy. Nade mną zaczynają królować sufity, dziwne bo przed chwilą byłam pod gołym niebem. Sklepienie zaczyna pokazywać swoje kształty. Gdyby zamek tętnił życiem pewnie byłby najpiękniejszy na świecie - myślę sobie. Dostrzegam schody i przystaję, czy to dobry pomysł biec do góry? 

Nie zastanawiam się długo ponieważ za moimi plecami właśnie zawaliła się potężna ściana. I wiem że ktoś jej pomógł. Wbiegam po schodach tak szybko jak tylko jestem w stanie, chociaż moje siły powoli się wyczerpują. Długa spódnica nie pomaga przestawiać nóg, mimo iż jest już rozdarta przez konary w lesie. Wiem, że cała jestem oblepiona czerwoną mazią i wiem, że jest ona moja. Nawet nie czułam ran kiedy biegłam przez las. Adrenalina chyba ciągle działa bo nie czuję bólu. Kolejny wybuch jak fajerwerki rozdziera bębenki. 

Słyszę jej śmiech. Zadrżałam. Co ja najlepszego zrobiłam? Przecież z tej wieży się nie wydostanę! - Uświadamiam sobie dokładnie w tym samym momencie w którym pcham drewniane drzwi jakiejś komnaty. Dziwne że drzwi jeszcze stoją? Wpadam do środka. Już po mnie. Nie ma innej drogi ucieczki. Jestem w pułapce. Pięknie. 

Panika narasta, desperacko rozglądam się po tym wielkim pokoju. Zastanawia mnie jak to wszystko jeszcze tutaj stoi. Komoda, sekretarzyk, łóżko z baldachimem na którym powiewa jedwabny materiał. W rogu dostrzegam szafę pełną królewskich sukien. Chwila! Przecież zamek to ruina. Dlaczego wszystko tutaj jest.... nowe? Moje przerażenie sięga zenitu. Emocje zlewają się w jedną wielką kulkę gdzieś na środku klatki piersiowej która powoli zaciska się aż nie mogę oddychać. Czy ja zwariowałam? Czy ze mną wszystko dobrze? Przecież to nie może istnieć! Słyszę kroki. 

Panika urosła do takich rozmiarów, że to co się za chwilę stanie wydaje się jak przez mgłę. Słyszę śmiech za drzwiami. Czuję ból. Spoglądam na dłoń, stróżka krwi płynie po moim palcu. Odwracam się aby zobaczyć czym się skaleczyłam - wrzeciono? Nagle drzwi się otwierają i widzę tylko cień w czarnej sukni krzyczący coś o klątwie. I wtedy wszystko się zamazuje. Czuję jak mdleję. Lecz w oddali słyszę jakiś znajomy męski głos - dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że to wszystko to tylko zły sen. 

- Obudź się królewno, chyba miałaś koszmary, śniadanie jest już na stole, kochana.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kolejna bajka na dobranoc w mrocznym wydaniu. Nie potrafię pisać powieści thrillerów, ale krótkie opowiadania chyba mi wychodzą, podkreślam "chyba". Zapraszam też do poprzedniej o Alicji w krainie cieni, napisałam ją rok temu. Ten czas strasznie szybko leci. 

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.